Widzieć, nie będąc widzianym

0
1084

Kiedy przed laty pierwszy raz okleił szyby auta folią przyciemniającą, nie wiedział, że wkrótce stanie się to jego zawodem. Dziś do jego bytowskiego warsztatu przyjeżdżają nie tylko miejscowi, ale i klienci z całego Pomorza.

O Volkswagenie Golfie I GTI marzyłem jeszcze zanim otrzymałem prawo jazdy. To dlatego „jedynka” stała się moim pierwszym autem – wspomina Jacek Szymczak. Wybór sportowej wersji Golfa był oczywisty, lubił szybkość. Wybór zawodu to już przypadek, choć również związany z ukochanym autem. – Szwagier Waldek Adamczyk przywiózł z Niemiec folię do przyciemniania szyb. U nas to była nowość. Oczywiście nie miałem pojęcia, jak się ją montuje. Dodatkowym utrudnieniem okazała się instrukcja po niemiecku. To moje pierwsze oklejenie i sama folia też jakością pozostawiała wiele do życzenia. Jednak najważniejsze, że w swoim GTI miałem przyciemnione szyby. Samochodów z ciemnymi szybami było niewiele, więc Golf zwracał na siebie uwagę – wspomina J. Szymczak.

W latach 90. na Ziemi Bytowskiej nie był jedynym maniakiem VW. Tworzyli nawet nieformalną grupę „No risk no fun, tuning klub Bytów”. Ścigali się, jeździli na zloty i dopieszczali swoje cacka. Nic więc dziwnego, że i oni zapragnęli przyciemnianych szyb. – Zainteresowanie było olbrzymie. Ustawiały się do mnie długie kolejki. Koledzy również chcieli widzieć, nie będąc widzianym – tłumaczy.

Do dzisiaj na naszych drogach jeżdżą auta z wówczas przyciemnionymi szybami. Pierwsze były dalekie od ideału – przyznaje J. Szymczak. Pozwoliły jednak zdobyć doświadczenie i uwierzyć, że może to stać się sposobem na życie. Jacek jeździł na szkolenia nie tylko w kraju, ale również do Holandii, Niemiec, a nawet do Stanów Zjednoczonych. W Fort Lauderdale na Florydzie i w Las Vegas w stanie Nevada doskonalił swój warsztat, poznając różne materiały.

Gdy nabrał już pewności, że potrafi, w 1999 r. założył firmę Auto-Hit. – Wielu wątpiło w powodzenie tego przedsięwzięcia. Tymczasem zleceń przybywało – wspomina. Stało się tak, ponieważ szukał klientów na całym Pomorzu. Promował się na większości imprez motoryzacyjnych. Renoma jego warsztatu wzrosła, zwłaszcza gdy zaczął otrzymywać duże zlecenia od dilerów sprzedających nowe samochody. – Dawniej to ja jeździłem do salonów przyciemniać szyby. Dzisiaj nabywcy nowych aut sami przyjeżdżają do mojego garażu, który zbudowałem za namową drugiego szwagra Waldka Hoppe. Teraz mam warsztat z prawdziwego zdarzenia – mówi.

Oklejanie tylko z pozoru wydaje się czymś prostym, wręcz błahym. Tymczasem wymaga sporo pracy, o czym sami się przekonaliśmy, obserwując J. Szymczaka, gdy zajmował się szybami pewnego Land Rovera. – Po raz pierwszy zgodziłem się na nagrywanie mojej pracy. Staram się nie zdradzać wszystkich trików i tajników – mówi. Dlatego montując film dostępny na facebookowym profilu AutoKaszuby, pominęliśmy niektóre fragmenty.

To rodzinny biznes. Choć Jacek ani myśli jeszcze o emeryturze, już dzisiaj przekazuje fach synom. O ile 11-letni Nikodem jeszcze się raczej przygląda, to 16-letni Hubert stawia pierwsze kroki w foliowaniu. J. Szymczak może liczyć także na żonę Olgę, która dba o męża, umilając jego pracę dobrą kawą i pysznym śniadaniem.

W ostatnich latach na Pomorzu powstawało wiele podobnych firm. Jednak niewiele przetrwało. Za to w regionie zawsze bardzo głośno było o Jacku z Bytowa. W tej branży nie ma nic za darmo. Na dobrą markę musiał zapracować i ciągle udowadnia, że jest zasłużona. – Często oklejałem od rana do wieczora. Choćby wtedy, gdy przyciemniałem po 10 samochodów dostawczych tygodniowo dla panów Marka i Krzyśka ze Starogardu Gdańskiego – wspomina, nie przerywając swojej pracy. Wykonuje czynności niczym zaprogramowany robot i to w przyspieszonym tempie. Chwyta, przykłada, klei, nakłada, ściąga, zdejmuje, obcina, myje, podgrzewa i suszy… Używa niewielu narzędzi, co czyni jego pracę prawdziwym rzemiosłem.

O ile dawniej zauważało się jedynie walory estetyczne, tak dzisiaj ceni się bezpieczeństwo. Folie zatrzymują aż 99,9 procent szkodliwych promieni UV, a w upalne dni utrzymuje chłód w samochodzie, co jest szczególnie przydatne podczas przewożenia dzieci – chwali przydatność swojej pracy. Jednocześnie wskazuje palcem na samochody stojące na parkingu. Wszystkie mają przyciemnione szyby. Wówczas dowiadujemy się, że tak jak dawniej był fanem VW, tak dzisiaj ceni sobie Audiki. Szczególnie te, trudno dostępne na rynku RS6. Ma jeden o mocy 450 KM, a drugi aż 665 KM! – Jednak najciekawszym modelem i bardzo poszukiwanym jest Audi RS4 o mocy 380 KM. Mój egzemplarz po tuningu posiada 490 koni! Właśnie tym pojazdem ścigałem się na rajdzie Bëtowskô Gońba – mówi.

W ubiegłorocznej edycji tego wyścigu uplasował się tuż za podium. Ale to nie była jego pierwsza przygoda z motosportem. W latach 2005-2006 ścigał się na quadach w Pucharze Polski. W całym cyklu zdobył nawet drugie miejsce. Później ścigał się także w Mistrzostwach Polski. – Miałem wypadek, na szczęście niegroźny. To jednak wystarczyło, by po namowie żony zrezygnować z dalszych startów w wyścigach – mówi J. Szymczak. Wciąż kręcą go ekstremalne prędkości. – Często wariuję na quadzie z lokalną 20-osobową grupą „Enduro Hansy”. Jeździmy na żwirowniach i na specjalnie przygotowanych torach – opowiada J. Szymczak, dodając, że nadal będzie zawodowo ściemniał, a w wolnym czasie się ścigał.

Bogdan Adamczyk