– Ten kolor towarzyszy mi od zawsze. To trochę tak, jakby mnie opętał. Często kupuję różowe rzeczy. Sporo z nich dostaję też od swoich znajomych – mówi Joanna Mielewczyk z Bytowa.

19.06. ok. godz. 17.00 czekamy na parkingu nad j. Jeleń. Plac, mimo pięknej pogody, jest pusty, podobnie jak reszta kąpieliska. Nie ma się co dziwić, trwa mecz Polska – Senegal. Po chwili wjeżdża różowy Fiat 126p. Jedyny taki w Bytowie. Z auta wysiada J. Mielewczyk z synem Oskarem. Uśmiechnięta kobieta na pierwszy rzut oka wygląda dość zwyczajnie. Uwagę jednak przykuwają detale. Różowe paznokcie, torebka, breloczek. Wszystko to sprawia, że ciężko przejść, a już na pewno przejechać, obok niej obojętnie. Siadamy w jednej z altan. – Na co dzień nie zwracam na to uwagi, ale jak się nad tym bardziej zastanowię, to rzeczywiście otacza mnie sporo różowych rzeczy. Wystarczy zajrzeć do mojego pokoju. Śpię pod różową pościelą, lampa też jest w tym kolorze, podobnie jak zasłonki, dywan, koc i ozdoba na ścianie – mówi J. Mielewczyk. Wybór koloru nie był przypadkowy. – Spotykam się z wieloma pozytywnymi reakcjami na widok mojego auta. Cieszę się, że mogę sprawić uśmiech na twarzach przechodniów. Dla wielu z nich jest to powrót do ich czasów młodości, co zawsze wzbudza radość. Niektórzy zatrzymują się z niedowierzaniem, inni machają, są też tacy, którzy chcą zrobić sobie ze mną i moim Fiatem zdjęcie – opowiada kobieta. Miłość do barwy candy przejawia się też w innych sferach życia bytowianki. Zapytana np. o to, jaką polewę ciastka by wybrała, odpowiedziała bez zastanowienia: różową!

Ale to niejedyna jej słabość. – Zamiłowanie do motoryzacji odziedziczyłam po tacie, który był mechanikiem. Pamiętam, jak przesiadywałam z nim w garażu i pomagałam w naprawach. Potem pojawiła się fascynacja małymi fiatami. To zapewne po bracie, który też takiego miał i to z nim pojechałam na pierwszy zlot – tłumaczy J. Mielwczyk, dodając: – Pierwszego kupiłam zaraz po zdaniu na prawo jazdy. Był to maluch z 86 r. Po nim był jeszcze elegant. Z kolei teraz jeżdżę FL z 90 r. Kupiłam go jakieś 3 lata temu. Z koloru srebrnego przerobiłam go na różowe cudo. Podobnie jak środek samochodu, który wyposażyłam we własne dodatki, m.in. puchową kierownicę.

Na co dzień jest listonoszem. – Praca jest bardzo ciekawa. Można spotkać masę przemiłych osób. Jakiś czas temu jeden z mieszkańców okolic Parchowa, wiedząc, że mam malucha, podarował mi 2 kartony samochodowych części. Niektóre z nich były jeszcze ofoliowane. Znalazły się tam m.in. teleskop, sprężyny, ciężko dostępne kołpaki i przewody hamulcowe, które przydały mi się po kwietniowej awarii, kiedy wracałam ze zlotu w Rumi – opowiada J. Mielewczyk. Sezon letni, dla miłośników czterokołowych maszyn, jest świetną okazją do wymiany motoryzacyjnych doświadczeń, a nawet poznania innych właścicieli różowych Fiatów. – Latem właściwie co tydzień jeździmy na samochodowe zloty. Zawsze zabieram ze sobą mojego syna Oskara. Zaraziłam go pasją do tych małych cudeniek. Powiedział mi ostatnio, że jak zda na prawko, to koniecznie chce jeździć czerwonym maluchem, bo podobno są szybsze od różowych. Do tej pory odwiedziliśmy, m.in. Grudziądz, Sochaczew, Warszawę, Trójmiasto i Poznań. Podczas jednego ze zlotów poznałam inne dziewczyny, które też jeżdżą różowymi maluchami. Pamiętam, jak w ub.r. pojechaliśmy do Grudziądza. Jeden z mężczyzn zapytał mnie, czy nie chciałabym sprzedać swojego samochodu. Bez zastanowienia odpowiedziałam, że nie ma takiej możliwości. Jednak on zaproponował, że jeśli się zgodzę, od ręki dostanę 30 tys. zł. Chyba nie zrozumiał, że dla mnie to coś więcej niż samochód – z uśmiechem mówi kobieta, dodając: – Z kolei na zlocie w Ustce zorganizowaliśmy przejazdy maluchami. Sprzedawano cegiełki, z których utarg przekazaliśmy na cele charytatywne. Przy tej okazji poznałam panie, które zapytały, czy mogę przewieść je przez ulicę na której mieszkają, żeby mogły pomachać swoim mężom. Było dużo śmiechu. Natomiast w Sochaczewie próbowaliśmy pobić rekord Guinnessa na najdłuższą paradę maluchów. Zebrało się ponad 400 fiacików, ale niestety się nie udało.

Jak mówi J. Mielewczyk, jeśli się nudzisz, powinieneś kupić sobie malucha. – Jakiś czas temu wybrałyśmy się z koleżanką na motocrossowe mistrzostwa do Człuchowa. Zapakowałyśmy się w malucha i pojechałyśmy. Nawigacja niestety wyprowadziła nas w las i mimo że to niedaleko, zabłądziłyśmy. Postanowiłyśmy pojechać jeszcze kawałek z nadzieją, że kogoś spotkamy lub usłyszymy jakieś dźwięki, świadczące o tym, że jesteśmy niedaleko głównej trasy. Wjechałyśmy na drogę z płyt betonowych. Po chwili zorientowałyśmy się, że się skończyła. Jak by tego było mało, samochód ugrzązł w wysokim gąszczu, a koła się zaklinowały. Nie było szans, byśmy same go wyciągnęły. Postanowiłyśmy wysiąść i troszkę cofnąć. Na jednym z portali społecznościowych napisałyśmy post z informacją, gdzie mniej więcej jesteśmy, pytając, czy ktoś nie mógłby po nas przyjechać, a powoli zaczynało się ściemniać. Nagle z oddali usłyszałyśmy nadjeżdżający samochód. Zauważyłyśmy, że na masce wozu przywiązany jest martwy jeleń. Przestraszyłyśmy się i z początku chciałyśmy się schować, ale stwierdziłyśmy, że to może być jedyna okazja, by wydostać się z tego miejsca. Okazało się, że to myśliwi wracający z polowania. Strach okazał się nieuzasadniony. Gdy zobaczyli, co mają wyciągać, to nie mogli uwierzyć. Jeden z nich wyciągnął kamerę i zaczął wszystko nagrywać, bo podobnie jak ja, prowadzą tematycznego bloga. Żartowali później, że oprócz zwierzyny, w lesie można spotkać jeszcze blondynki i różowego malucha – opowiada J. Mielewczyk.

Przed maluchomanką kolejna okazja do przygód. – Póki co, nikt się nie zdeklarował, żeby zorganizować 15 ogólnopolski zlot małych fiatów. Wspólnie z kolegą postanowiliśmy więc wybrać się na 2-tygodniową wycieczkę. Z Bytowa dołączę do znajomych w Bielsku-Białej, z której maluchami pojedziemy na Węgry. Tam, już w 2 samochody, odbijemy na Hiszpanię. Mamy jeszcze w planach zahaczyć o Portugalię i Francję, gdzie koniecznie muszę zrobić sobie zdjęcie pod wieżą Eiffla – zapowiada J. Mielewczyk. Czy jej ulubiony kolor też znajduje się w jej planach? – W przyszłości chciałabym kupić VW T1, popularnego „ogórka”, którym jeździłabym wspólnie z rodziną. Oczywiście przemaluję go na różowo. Myślę też, by kiedyś pojechać do Nowego Yorku i odwiedzić miejsca, w których mieszkali bohaterowie jednego z moich ulubionych seriali, którego akcja się tam dzieje – mówi kobieta.

J. Mielewczyk w wolnych chwilach spisuje wspomnienia na facebookowym fanpage’u. Profil Fiat 126p fl by Joaannn zgromadził już 7442 polubienia.

R.W.