Rajd Dan-Car 2021 (3)

114

NATURALNE ŚRODOWISKO TRABANTA

Ruszamy na Berlin. Ważna chwila, dla mojego Trabanta to będzie pierwszy raz. Po drodze okazuje się, że nasz Rajd wcześniej nie wykorzystał jednak limitu awarii. Leżący na środku autostrady kawałek tłumika uszkadza drogocenną felgę naszego Scirocco i rysuje biały próg. Zatrzymujemy się na najbliższym parkingu i wzywamy policję. Przyjeżdża po godzinie. Mundurowi spisują raport, który może być przydatny przy ubieganiu się o odszkodowanie. Do Berlina zajeżdżamy po zachodzie słońca. Chyba w sam raz, bo trafiamy na festiwal z efektownymi iluminacjami świetlnymi m.in. na katedrze, bramie Brandenburskiej, wieży telewizyjnej i Uniwersytecie Humboldta. Mamy trudności ze znalezieniem odpowiedniej liczby miejsc parkingowych. Ja krążę po okolicy Alexanderplatz, ale nigdzie nic, wszystko pozajmowane. W końcu tak się zakręciłem, że jadę pod prąd. Policja tylko się uśmiecha, macha ręką. Czuję, że to widok Trabanta włączył u funkcjonariuszy tryb życzliwości. W końcu berlińczycy mają do tego auta sentyment. Po zameldowaniu się w hotelu spotykamy się na dachu, by podziwiać panoramę wielkiej europejskiej metropolii. Koledzy namawiają mnie na spacer po mieście. Wiedzą, że kocham i znam Berlin, więc mam robić za przewodnika. Chyba nie wiedzą, na co się piszą. Spacerujemy do godz. 3.00, przechodząc kilkanaście kilometrów.
Berlin Berlinem, my jesteśmy bytowiakami. Z samego rana załogi Malków i Szymczaków rezygnują z dalszej eksploracji niemieckiej stolicy. Wracają szybciej. Będą nas reprezentować na pogrzebie młodego bytowiaka.

Od razu po śniadaniu wykorzystuję wolny czas na spacer Trabantem po Berlinie. Odwiedzam najważniejsze miejsca. Tuż przy historycznym przejściu granicznym Checkpoint Charlie Trabi robi za atrakcję turystyczną. Amerykanie i mieszkańcy Dalekiego Wschodu myślą, że samochód robi za miejscowy eksponat. Wiem, mam za dużo skrupułów. Powinienem brać euro za fotkę. W kilka chwil zapełniłbym portfel. Podobnie jest pod bramą Brandenburską. Szybko stamtąd uciekam, aby nie zarobić mandatu. W tamtym miejscu funkcjonariusze mogą już nie być tak wyrozumiali jak dzień wcześniej koło Alexanderplatz.

Czas zwijać się do Classic Remise, gdzie za free można podziwiać fury z najwyższej półki. Wielu obrzydliwie bogatych berlińczyków stawia tam swoje Ferrari, McLareny czy Bugatti. Warto dodać, że P. Szlachetka otrzymał zgodę na sesję zdjęciową jego Audi Sport w samym środku Classic Remise. Spotykamy tam bytowiaka, który podjechał swoim Mini i chce z nami wrócić do domu. Niestety, jego auto się psuje. No, ale my mamy przecież lawetę.

Droga do Bytowa się dłuży. Ostatnie 420 km pokonujemy z dziwnym uczuciem. Wiecie jak to jest, kiedy trzeba wracać, a tu chciałoby się dalej i dalej. Kończy się trzecia edycja naszego rajdu. Na CB wspominamy przygody minionego tygodnia. Z drugiej strony wkrótce zaczniemy snuć plany o kolejnej wspólnej wyprawie Automobilklubu Bytowskiego.

B.A.