Zaloguj się

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Zarejestruj się!

Zarejestruj

  • +48 601 411 636

Pięć miesięcy ratowania klasyka

Pięć miesięcy ratowania klasyka

Być może pamiętacie "zalinkowany" poniżej tekst. Była tam mowa o tym w jaki sposób nabyłem Trabanta. Pisałem o początkach fascynacji motoryzacją made in DDR, aż wreszcie o tym jak powstał pomysł organizacji Rajdu Dan-Car.

Do miejsca narodzin Trabantów

Zakupiony pod Gdańskiem Trabant zaliczył ze mną kilka wystaw (Sępólno Krajeńskie, Słupsk, Stężyca, Studzienice, Zapceń). Mimo tego, że był "szarą myszką" zawsze ktoś zagadał lub powspominał dawne motoryzacyjne czasy. Jednak bądźmy uczciwy stwierdzając, że auto d... nie urywało i do furory było mu daleko. Ponadto nie tylko złośliwi wytykali palcami lekko przebijającą się korozję.

Zapadła zatem decyzja. Robimy renowację, pospawamy i zmienimy kolor. Pomoc zadeklarowali Krystian Krystek Szopiński i Mariusz Marianek Blank. Pierwszy z nich został kierownikiem projektu. Jak się później okazało to był strzał w dziesiątkę. Bowiem świetny z niego organizator.

Okazało się także, że te niewielkie ślady korozji były tylko czubkiem góry lodowej. Po rozebraniu Trabanta na czynniki pierwsze wyszła o samochodzie cała prawda na jaw. Powiedzieć, że był skorodowany, to jak nic nie powiedzieć. Ruda zajęła się nie tylko progiem i nadprożami. Trzeba było nabyć także nowe nadkola oraz odtwarzać znaczną część podwozia. Rdza była niemal wszędzie. Była jedynie łaskawa dla podłogi. Krystek i Marianek przez niemal trzy miesiące w mądrzechowskim garażu rozbierali auto, stukali, pukali, szlifowali i spawali. Poświęcali nie tylko całe soboty, ale również ogrzewali garaż w pozostałe dni.

Długo oczekiwana chwila nadeszła, gdy załadowaliśmy konstrukcję na lawetę. Trabant na kolejne miesiące pojechał do Półczna do gościnnego Stasia Szustera, który ma więcej miejsca. Za pomocą plandek można było utworzyć prowizoryczną lakiernię. Na nasze potrzeby idealna. Prace nabrały jeszcze większego tempa.

Czasami udało się również i mi znaleźć czynności do wykonania. Nad nami unosił się pył od szlifowania lub od malowania. Najpierw różnych warstw podkładów, a później lakierów. W sumie doliczyłem się ośmiu różnych warstw z dwoma warstwami żółtego akrylowego lakieru i jedną przezroczystego. Już wyjaśniam skąd wziął się wybór takiego koloru. W zasadzie filozofii nie ma. Po prostu, taki sam kolor ma New Beetle mojej żony Iwonki i chciałem mieć ten sam. A że Trabant posiada silnik rodem z VW Polo, to kolor z palety VW nie powinno się uznać za coś dziwnego i odbiegającego od normy.

To już jest ten moment, gdy do opowieści  powinienem dodać kolejną osobę. Mowa o lakierniku Marcinie Staubach. Podobnie jak Krystek i Marianek również Marcin podszedł do zadania ambicjonalnie angażując wszystko to co najlepsze w swoim fachu.

Tworzyliśmy całkiem zgrany zespół, który uzupełniał jeszcze Stasiu Szuster. Ten jednocześnie przygotowywał do rajdu swojego maluszka. Pierwotnie miał jechać Trabantem 601, lecz dał za wygraną i odłożył jego renowację na później. Za to zadbał o to, aby jego Fiat 126 p wyglądał wyjątkowo. Ale o tym innym razem. Póki co, pracując w świetnych humorach mijały dni i tygodnie. Motoryzacyjni przyjaciele poświęcali cały wolny czas. W zasadzie wędrowali z pracy do pracy, a w domu tylko spali.

Tak. Mam wyrzuty sumienia, że oderwałem kolegów od czasu, który powinni poświęcić rodzinie. Lecz nie dali mi tego odczuć. Pracowali z pasją borykając się z kolejnymi problemami. Ci, którzy już przeprowadzali podobne renowacje wiedzą, że zawsze coś niespodziewanego może się zdarzyć. Przy naszej pracy nie było miejsca na półśrodki, a przeszkody były pokonywane pomysłowością.

W tym samym czasie na Rzepnicy Ariel Rychter zajmował się tapicerką. Przez miesiąc szukaliśmy odpowiedniej tkaniny. Uparłem się na kratę. Chciałem bowiem stworzyć piknikowy charakter. Początkowo wyobrażałem sobie żółto-czarną kratę. Jednak z czasem po namowach Ariela uznałem, że ma rację radząc poszukać innych barw. W moim pomyśle było za dużo żółtego i byłoby chyba zbyt cukierkowo. Ucieszyłem się, gdy tapicer zaproponował pikowaną szarą podsufitkę. Wykonał także boczki i pomógł złożyć deskę rozdzielczą, którą przygotowywałem razem z Bogdanem Hrycyną z Agencji Reklamowej Kurier. Cieszę się, że Piotr Gierdalski zaproponował mi wykonanie tapicerki właśnie u Ariela. Teraz ja będę namawiał kolejnych chcących wykonać tapicerkę samochodową z gustem i świetną jakością wykonania.

Po włożeniu silnika i tapicerki, Krystek z Mariankiem łączyli, spinali i montowali setki elementów. Gdy w pracy opowiadałem o postępach w pracy, to moi słuchacze z podziwem dopytywali się, jak to możliwe, że dwaj panowie potrafią tak wiele. To ciekawe, bo sam sobie również próbowałem na to pytanie odpowiedzieć.

Zespół renowacyjny uzupełnił Jacek Grinczelis. Chciałem napisać, że pomógł ogarnąć elektrykę, lecz w zasadzie ją sam ogarnął. No z małą pomocą kolegów... Cieszyłem się, że nie było kłopotów z podłączeniem nowych guzików typu "Top Gun". Jacek ze stoickim spokojem i benedyktyńską cierpliwością lutował, mierzył i skręcał.

Pozostało jeszcze kilka drobiazgów i można było jechać na przegląd do Centrum Motoryzacyjnego Dan-Car. Auto pojechało na lawecie Piotra Szlachetki, który zadeklarował pomoc serwisową przy zbliżającym się rajdzie. Nie działały tylko hamulce, więc chwilowo używałem ręcznego. Temat hamulców zakończyliśmy w warsztacie u Tomka Borzyszkowskiego.

Projekt uważam za zamknięty, choć zawsze będzie można znaleźć drobiazgi do wykonania. Ale to taki urok posiadania klasyka. Reasumując, luknijcie na poniższe foty, które same Wam podsuną myśl, że warto było ratować tego klasyka. Ja widzę to po uśmiechach przechodniów na ulicy. Kończąc opowieść, w której celowo pomijałem wiele szczegółów, bo one nie były ważne tak jak ludzie, którzy mi pomogli. Dziękuję Wam wszystkim za to, że mogłem być częścią zespołu przeżywając fajną przygodę. Z jednej strony cieszę się, że już pomykam ulicami Bytowa moim Trabim, a z drugiej jest smutno, że ten etap się zakończył. Dziękuję szczególnie Krystkowi i Mariankowi za zaangażowanie i podjęcie się trudnego wyzwania. Możecie być z siebie dumni.

Bogdan Adamczyk