O kulisach organizacji rajdu rozmawiamy z jego organizatorem i dyrektorem Maciejem Raczewskim z Automobilklubu Koszalin.

Bogdan Adamczyk: Był Pan kiedyś czynnym kierowcą rajdowym, czy to pomaga podczas organizacji takich imprez jak Bëtowskô Gòńba?
Maciej Raczewski: Zdecydowanie tak. Dzięki doświadczeniu łatwiej wybrać odpowiednie odcinki specjalne tak, by były atrakcyjne zza kierownicy. Z drugiej strony, lepiej potrafię ocenić ryzyko wypadnięcia z trasy, a co za tym idzie, podjąć decyzję o konfiguracji danego oesu, czyli odcinka specjalnego.

Wspomina Pan o ryzyku. Balansujecie na krawędzi między widowiskowością a bezpieczeństwem?
Gdy już wyruszamy na poszukiwania odcinków specjalnych, szukamy tras technicznych, dość szybkich, ale dających się odpowiednio zabezpieczyć. Nieraz zrezygnowaliśmy z wytyczenia oesu w ciekawym miejscu, gdy okazywało się, że nie będziemy w stanie odpowiednio go zabezpieczyć. Trzeba brać pod uwagę także stopień, w jakim zamknięcie danej drogi wpłynie na życie lokalnej społeczności. No i oczywiście nie można zapomnieć o kibicach, którzy muszą mieć możliwość dotarcia w najciekawsze miejsca trasy i bezpiecznego dopingowania swoich faworytów. To niełatwy kompromis. Stąd na wytyczanie odcinków dajemy sobie sporo czasu.

Czy organizacje kolejnych zawodów wywołują jeszcze u Pana emocje?
Nie wiem, czy emocje to dobre słowo, ale na pewno otrzymuję dużą dawkę pozytywnej energii. Natomiast do każdego rajdu podchodzę „od zera”. Tutaj nie ma miejsca na rutynę. Nie ma dwóch takich samych rajdów i każdemu z nich należy poświęcić równie dużo uwagi. Mam za to nadzieję, że moje starania w poszukiwaniu coraz to nowych odcinków specjalnych i różnych konfiguracji rajdów wywołają pozytywne emocje u zawodników i kibiców.

Ile osób pracowało podczas przygotowań do bytowskiego rajdu?
W samo przygotowanie były zaangażowane aż… dwie osoby. Nieocenioną pomocą służy mi od pierwszej edycji Marcin Kurlej z Bytowa. To pomysłodawca zorganizowania rajdu w mieście. Zajmuje się wszystkimi rzeczami na miejscu i po opracowaniu przeze mnie dokumentów dba o to, by dotarły, gdzie trzeba w terminie. Także w trakcie rajdu trzyma rękę na pulsie, m.in. będąc na trasie jako kierowca auta funkcyjnego, tzw. zerówki.

Tu warto dodać, że Marcin Kurlej jest zdobywcą Pucharu Polski Automobilklubów i Klubów w sezonie 2013…
Dlatego jestem spokojny, że bezpiecznie otworzy rajd. Nasze działanie zaczyna się od ustalenia terminu i jednej z przyjemniejszych, choć czasochłonnych czynności, czyli poszukiwania tras na odcinki specjalne.

W okolicach Bytowa mamy to szczęście, że krętych dróg nie brakuje.
To prawda. Skupiamy się więc na tym, jak je połączyć w atrakcyjne pętle. Nie można zapomnieć o miejscu na park serwisowy, ceremonię startu czy biuro rajdu. Gdy opracujemy już zarys trasy, konsultujemy go z samorządami oraz policją, z którą od tego momentu na bieżąco ustalamy plany zabezpieczenia. Główny etap przygotowań zajmuje około 3-4 miesięcy, a w ostatnich 2 tygodniach do pracy włączają się kolejne osoby. Marcin organizuje na miejscu ekipę techniczną, ja w Automobilklubie Koszalińskim wyznaczam zespoły sędziowskie, osoby odpowiedzialne za przygotowanie i dostarczenie sprzętu oraz przeprowadzenie poszczególnych etapów. Chyba najwięcej pracy trzeba włożyć w odpowiednie przygotowanie planu zabezpieczenia rajdu, w którym m.in. trzeba dokładnie przewidzieć ilość sił i środków niezbędnych do bezpiecznego przeprowadzenia imprezy. Również samo rozstawianie oesów, szczególnie tych miejskich, jest bardzo wyczerpujące, bo liczba elementów zabezpieczenia, które trzeba ustawić jest ogromna. W samym Bytowie użyliśmy pół kilometra płotów i prawie 2 km taśmy. Do tego zabezpieczenia z opon, zapory drogowe, znaki i tablice informacyjne. Trzeba także zorganizować odpowiednią liczbę wozów strażackich i ambulansów. Tu z pomocą przychodzą pracownicy lokalnych samorządów. Następnie przygotowuję dokumenty rajdowe i rozsyłam do drukarni. Na tym etapie do gry wchodzą kierownicy odcinków specjalnych, zastępcy dyrektora: ds. sędziów i ds. bezpieczeństwa, kierownik badań kontrolnych, obsada biura rajdu. W sumie przez dwa dni pracuje ponad 100 osób!

Sobotni odcinek specjalny po ulicach Bytowa kierowcy potraktowali dość zachowawczo… Oszczędzali siły i pojazdy na niedzielę?
Odcinki miejskie są dość specyficzne. Przeważnie nie za długie, nie za szybkie, a do tego z każdej strony czyhają wysokie krawężniki. Jednak to one gromadzą największe tłumy kibiców i chciałoby się jako zawodnik pokazać swoje umiejętności. Trzeba pamiętać, że taki oes też liczy się do klasyfikacji, więc jazda poślizgami pod publikę zemści się w tabeli wyników. Stara rajdowa prawda mówi, że na miejskich superoesach można co najwyżej przegrać rajd.

Strefy kibiców były wypełnione po brzegi. Widać spore zainteresowanie sportem motorowym w naszej okolicy. Czy to sprawia, że rajd na stałe wpisał się kalendarza Mistrzostw Polski Zachodniej?
Muszę przyznać, że wszyscy byliśmy mocno zaskoczeni, jak wielu kibiców przyszło oglądać pierwszą edycję Gòńby w 2015 r. Mimo iż temperatura była bliska zeru i siąpił deszcz, w wyznaczonych przez nas strefach kibiców pojawił się komplet, a większość okien i balkonów wzdłuż trasy wypełniali fani motosportu. Takiego zainteresowania nie sposób nie docenić. W zasadzie nie zastanawialiśmy się ani chwili o kontynuacji rajdu w Bytowie. I tak 3 edycja już za nami, a ja nawet nie próbowałbym zapytać, czy mamy robić czwartą.

A może jest to potencjał do wykorzystania w innych imprezach na Ziemi Bytowskiej?
Oczywiście motoryzacja to nie tylko rajdy. Jako instruktor techniki jazdy organizuję także imprezy otwarte dla wszystkich kierowców, mające na celu podniesienie umiejętności za kierownicą i szerzenie kultury motoryzacyjnej, bo jeszcze trochę jej brakuje na naszych drogach. Myślę, że tego typu impreza też dobrze sprawdziłaby się w Bytowie i całkiem możliwe, że już w przyszłym roku coś podobnego zaproponujemy mieszkańcom.

Wróćmy jeszcze do minionego rajdu. A konkretnie do feralnego zakrętu czwartego odcinka oesu, w którym auta wypadły z trasy w równych odstępach czasu. Przerwaliście rajd. Zastanawiał się Pan nawet nad zamknięciem tego odcinka?
W tym sporcie to normalne. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w pewnej chwili może zdarzyć się wypadek, licząc oczywiście na to, że nic poważnego się nie stanie. Na taką okoliczność opracowane są odpowiednie procedury, które obowiązują zarówno nas organizatorów, jak i samych zawodników. W tym konkretnym przypadku wszystko zadziałało prawidłowo. Odcinek specjalny został wstrzymany, kierownik zadysponował odpowiednie siły i środki. Nadrzędną sprawą w tym momencie było udzielenie pomocy poszkodowanym i ewentualna ewakuacja do szpitala. Rajd na pozostałych oesach jechał dalej, a zawodnicy oczekujący na start tego oesu zostali skierowani do serwisu w Bytowie w procedurze tzw. „wolnego przejazdu”, czyli bez pomiaru czasu. Po dojechaniu na miejsce zdarzenia wraz z zespołem sędziów sportowych zasięgnęliśmy informacji o stanie poszkodowanych i dopiero gdy upewniliśmy się, że nie ma poważnych obrażeń, przystąpiliśmy do oceny sytuacji. Po przeanalizowaniu możliwych scenariuszy dalszego rozgrywania tego oesu, zdecydowaliśmy, że zostanie on wznowiony w kolejnej pętli rajdu.

Czy można się pokusić o stwierdzenie, że Bytowska Gonitwa jest trudnym rajdem dla kierowców?
Uważam, że należy do grona najtrudniejszych imprez w kraju. Ale to właśnie ta cecha najbardziej przyciąga załogi rajdowe. Nie tylko kierowca ma tutaj co robić – gdy na odcinku dwóch kilometrów, do przejechania jest ponad 25 zakrętów, a każdy o innej konfiguracji, pilot praktycznie nie ma czasu na złapanie oddechu. Swoje zrobiła w tym roku także pogoda – nieprzerwanie padający deszcz spowodował, że kaszubskie oesy były jeszcze bardziej zdradliwe i nieprzewidywalne.

Na koniec może krótkie podsumowanie?
Od strony sportowej cieszy frekwencja oraz duża liczba załóg z dalszych zakątków kraju. Można śmiało powiedzieć, że nasza gonitwa jest rajdem ogólnopolskim. Także walka na oesach przyprawiała o szybsze bicie serca. Różnica na mecie między 1 a 2 załogą wyniosła niecałe 4 sekundy! To pokazuje, jak wyrównany poziom prezentują zawodnicy startujący w Rajdowych Mistrzostwach Polski Zachodniej. Organizacyjnie wyglądało to także bardzo dobrze, wszystko odbyło się zgodnie z planem, choć nie byłbym sobą, gdybym nie odnotował kilku rzeczy, które podczas kolejnej edycji można usprawnić. Ogromne wsparcie lokalnych władz, policji, ochotniczych straży pożarnych, no i entuzjastyczni kibice sprawiają, że rajd w Bytowie przygotowuje się z wielką przyjemnością.

 .

Przeczytaj także reportaż z rajdu:

Gòńba nasza jesienna