Zaloguj się

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Zarejestruj się!

Zarejestruj

  • +48 601 411 636

IV Wystawa na bytowskim rynku

IV Wystawa na bytowskim rynku

Niedzielny poranek [14.07.2019 r.]. Zerkam na zegar i jak przez mgłę widzę godzinę 6:10. Normalnie pospałbym jeszcze dłużej lecz dzisiaj mamy wystawę pojazdów zabytkowych. Przygotowywaliśmy się do niej miesiącami. Grzegorz [prezes Automobilklubu Bytowskiego] nakazał być wszystkim na rynku już o 8:30. Nie ma wiele czasu. Trzeba zrobić wszystko to, co rano większość robi. Jeszcze jakaś szybka jajecznica i biegiem do Trabanta. Mam jeszcze trzy kwadranse czasu, więc za pomocą kosmetyków Shiny Garage doprowadzam auto do wystawowego stanu. Wczoraj go umyłem ale znowu jakimś owadom spodobał się żółty kolor. Poprawiam też plastikowe elementy, wyrzucam to co zbędne z bagażnika. Jeszcze czyszczę felgi i myję szyby. Nie nadążam wszystkiego czyścić, bo na masce kolejna muszka zostawiła po sobie ślad! Nieświadoma, że podpisała na siebie wyrok.  Ma szczęście, że już odleciała. Nauczyłbym ją szacunku do klasyków!

Jadę na rynek, czyli na miejsce wystawy. Kazał prezes być na 8:30 to jadę, ale czy to nie za wcześnie? Co my tam będziemy robić? Na miejscu jest już kilku kolegów z klubu. Albo nocowali na rynku albo nie mogli w domu spać i przyjechali dużo wcześniej. Już układają własne auta. Zielony namiot też już stoi. Czosnek załatwił stoły i ławki dla przyszłych degustatorów zupy. Trwa planowanie ustawiania pojazdów. Mamy różne pomysły, każdy próbuje przeforsować swoje zdanie ale po chwili emocje opadają. Marianek, Marcin i Gienek ustawiają dmuchane reklamy Dan-Caru. Krystek rozkłada gadżety Shiny Garage, a Grzegorz nagrody, które otrzymaliśmy z miejskiego wydziału promocji.

Nie minęło pół godziny a na placu zaparkowano już ponad dwadzieścia aut. Są także pierwsze motory i motorowery. Dwa z nich lądują na scenie. Są to Komar Adasia i SHL, chyba należy do Czosnka, który uwija się swoim Żukiem aby przywieźć żurek na czas, a czuwa nad tym „Piotr 112”. Czas szybko mija. O godzinie 10:30 przebrany za milicjanta kolega gazownik martwi się o frekwencję. Niepotrzebnie bo dwa kwadranse później plac jest niemal pełny, a jeszcze chwilę później już prawie brakuje miejsca na kolejne. Ostatecznie na rynku zameldowało się 100 samochodów i 50 jednośladów!

Podobnie jak rok temu miałem przez mikrofon prowadzić imprezę. Jednak wyręcza mnie z tego Grzesiu. Czuje się w tej roli doskonale. Ufff, mogę zająć się więc tym co lubię najbardziej, czyli fotografować pojazdy. Tłumy oglądających sprawiają, że chwilami muszę się przeciskać. Uwielbiam taki tłok. Odczuwam wrażenie, że dzieje się coś naprawdę fajnego. Co rusz jestem zaczepiany i zachęcany do rozmów. Spotykam wielu znajomych i przyjaciół, którzy doceniają tę część motoryzacji. Wiekowe samochody i motory wywołują u nich emocjonalne wspomnienia.

Dla kogoś takiego jak ja, kto posiada jedyne słuszne gabaryty po kilku godzinach na nogach musi odpocząć. Najlepiej to zrobić w namiocie kosztując pyszny żurek, który podaje mi żona Iwonka. Nie musiałem jej długo namawiać do wolontariatu przy imprezie. Razem z nią zupę podają także Aldona i Agnieszka, czyli żony Marcina i Marianka.

Wracam na plac bo jeszcze nie sfotografowałem wszystkiego. Gubię się już co miałem „pstryknięte”, a co muszę jeszcze ogarnąć. Kręcę się więc z aparatem to tu to tam… Trochę czuję się jak dziecko w sklepie zabawkowym. Chcę wszystko dotknąć lecz nie potrafię całości ogarnąć wzrokiem. Oprócz muzyki i zaangażowanej treści z ust Grzegorza słyszę świst. To dron Stasia. Już wiem, że będą świetne ujęcia i może nawet jakiś film? Mam nadzieję, że o moim Trabancie nie zapomniał. Tak to już jest, że dla każdego wystawcy jego auto jest najważniejsze i najpiękniejsze. Stąd banan na mojej twarzy, gdy widzę jak ktoś robi sobie selfie przy moim Trabim. Jednak obiektywnie jestem świadomy wartości pozostałych aut. Bardzo podoba mi się nowa kaczka Pana Witka. Sprzedał już poprzedniego Citroena 2CV, z którym był kojarzony. Dużą radość sprawia mi obecność Forda Mustanga. Ten samochód ma w sobie coś niepowtarzalnego.

Na scenie trwa jakaś zawzięta dyskusja. To Grzegorz, Witek, Zbyszek i Adaś podsumowują wystawę decydując o tym kto jaką dostanie nagrodę. Wiem, że nie znam się na motoryzacji tak jak oni. Dowodem jest fakt, że moje typy w wielu przypadkach się różnią. Niemniej jednak nie umniejszam nagrodzonym sukcesu, chcę jedynie podkreślić, że wybór był trudny, bo poziom wystawców jest wysoki.

Kolejne minuty szybko mijają i udajemy się do swoich aut bo za chwilę ruszamy w przejazd po Bytowie. Wcześniej Maciej i Filip ustalili to z komendą policji. Iwona i moja córka Ula już siedzą w Trabancie. Jest gorąco więc szyby muszą być opuszczone. Jednak otoczyły nas motocykle i zapach spalin wlatuje do środka. Jak to przeżyjemy to będziemy trwać długo na tym świecie. W końcu słyszymy dźwięk policyjnych syren i pierwsze w konwój ruszają jednoślady. Każdy z nich wydaje inne dźwięki. To stare motory więc wszechobecne jest komiczne wręcz pyrkotanie.

Nareszcie ruszamy. Nasz Trabant przewodzi w stawce samochodów. Jedziemy powoli, aby ta cudowna chwila trwała jak najdłużej. Na ulicy Wojska Polskiego widownia utworzyła wspaniały szpaler. Trąbimy, włączamy syreny i reagujemy na machanie ludzi. Czuć pozytywną energię. Policja wstrzymała ruch abyśmy mogli spokojnie wjechać na Sikorskiego, Gdańską, Popiełuszki, Mierosławskiego, 1 Maja i ul. Jana Pawła II wracamy na rynek. Jeszcze czujemy adrenalinę i jednocześnie jest smutek, że ta chwila się kończy. Jest 14:30 wracam do domu, bo jestem ciekawy czy wyszły mi jakieś zdjęcia. Poniżej umieszczam ich dwie setki. Zapewne nie oddadzą tej atmosfery, która nam towarzyszyła i nie opowiedzą o tym jakich mam fantastycznych motoryzacyjnych przyjaciół, lecz z pewnością opowiedzą swoim obrazem więcej niż ja jestem wstanie przekazać słowem…

Bogdan Adamczyk