Jeżeli kochasz samochody, ryk ich silników, emocje związane z szybką jazdą, musisz wystartować, a przynajmniej wyjść na trasę, by kibicować. Inaczej twoje uczucie nie jest prawdziwe.

Jest sobotni zimny bytowski poranek. Bytowski, tak samo jak Gońba, która ma się rozpocząć wieczorem. Teraz jednak ponad 80 załóg, które przyjechały do nas, by w niej wystartować, stawia się na rejestracji w mieszczącym się na zamku biurze zawodów na tzw. odbiorze administracyjnym. Obecność całego zespołu jest obowiązkowa. To dlatego jeden z kierowców, przy chwilowej nieobecności swojego partnera, mimo że posiada komplet dokumentów, musi poczekać. Część szybko zostaje odprawiona, więc mogą po raz pierwszy poznać szczegółowe mapy odcinków specjalnych. To ważna część rozpoznania trasy. – Przejedziemy ją dwukrotnie – zapewnia kierowca Renault Clio, Jakub Frąszczak z Automobilklubu Morskiego. – A trasę nocnego prologu ulicznego w mieście przejdziemy pieszo – dodaje pilot Krystian Barszcz. Niektórzy, oszczędzając stojące na lawetach rajdowe maszyny, na rozpoznanie wybierają się pojazdami cywilnymi. Pozostali wyruszają rajdówkami. Zapach spalin i dźwięki wydobywające się z tłumików nie tylko mnie przyprawiają o gęsią skórkę.

W samo południe rajdowcy zaliczają badania kontrolne swoich pojazdów. Auta ustawiają się w ustalonej kolejności tuż przed halą Centrum Motoryzacyjnego Dan-Car w północnej części miasta. Sędziowie skrupulatnie stawiają specjalne znaki sygnalizujące początek i koniec strefy badania kontrolnego. Wyznaczają też strefę znakowania opon. Członkowie komisji technicznej są mili, ale surowi. Badają wszystko, co dotyczy bezpieczeństwa. Zaczynają od opon, znacząc je specjalnymi naklejkami. Tylko te na starcie będą dopuszczone do zawodów. Co ciekawe, po przeglądzie nie można zmieniać także oznaczonych kasków. Kolejka przed halą wydłuża się, mimo tego sędziowie nie przyspieszają. – Bezpieczeństwo najważniejsze. Nie możemy odpuszczać – mówi jeden z kontrolerów. Potem w jednym z aut znajduje niewielkie luzy w mocowaniu sportowego fotela. Kierowca nie ma wyjścia, musi to naprawić. Przed sędziami jeszcze kilka godzin pracy, mam więc dość czasu na umieszczenie uzbieranych foto i wideo na stronę autokaszuby.pl. Wszystko po to, aby podnieść napięcie. Po jakimś czasie, patrząc na liczbę odwiedzin, zaczynam rozumieć jak wielką popularnością cieszy się nasza Gońba…

Zapada wczesny późnojesienny zmrok. Zaczyna padać. Dwie godziny przed startem kierowcy są gotowi do prezentacji. Atmosferę świetnie rozkręca spiker Marcin Pacyno. Kierowcy, jeszcze rozluźnieni, krótko opowiadają do jego mikrofonu o swoich doświadczeniach i nadziei na bezpieczne, a jednocześnie szybkie pokonanie tras. Tymczasem na najbardziej obleganym styku ulic Dworcowej, Drzymały i Wojska Polskiego licznych widzów akrobacjami rozgrzewają motocykliści. Pojawiają się także driftujący bytowiacy Dariusz Bielański i Stanisław Kożykowski w BMW E30. Zbierają gromkie brawa. Wreszcie dostrzegam „zerówkę”, czyli auto z numerem „000”. Jego przejazd oznacza, że ekipa z numerem „jeden” jest już gotowa do przejazdu. Załogi startują w kolejności od najlepszego w klasyfikacji generalnej w poszczególnych klasach Rajdowych Mistrzostw Polski Zachodniej. Nie oznacza to jednak, że w prologu muszą być najszybsi. No i… najlepszy czas notuje ekipa z Citroena Saxo z trzeciej klasy, czyli teoretycznie wcale nie najmocniejsza.W rozpoznaniu zawodników pomaga dyrektor wyścigu Maciej Raczewski. Dołącza do spikera, przedstawiając osiągnięcia i dorobek kierowców oraz techniczne możliwości ich pojazdów. Większość rajdowców z rezerwą pokonuje krętą trasę przygotowaną na placu Krofeya i pętlę koło poczty. Nie chcą popełnić błędów. Nie wszystkim się to udaje. Jedna ekipa zwolniła. M. Raczewski sygnalizuje, że najprawdopodobniej ich silnik nie dostaje paliwa. Jednak tym razem to nie on zawodzi. Po chwili iskry oświetlają podwozie auta. Jedzie już na samej feldze. Zawiodła opona. Ważne by dojechali do mety. Tymczasem emocje udzielają się nie tylko żywiołowej widowni, bo jedna ekipa Fiata Seicento zapomina o dodatkowym okrążeniu. – Będą punkty karne – zapowiada M. Raczewski. Trwające prawie półtora godziny zmagania kończą kierowcy zawodowi z licencjami.

Na drugi dzień, już o poranku, szukam na leśnej drodze miejsca dobrego do obserwowania rajdowych zmagań. Wybieram moim zdaniem najtrudniejszy odcinek specjalny, czyli OS, między Pysznem a Chabzewem. Okoliczni mieszkańcy dobrze znają słynne zakręty na Hitlerdammie. Dzisiaj to już tylko potoczna nazwa, która wzięła się z faktu, że w latach 30. XX w. Niemcy wzdłuż granicy budowali tę trasę w ramach robót publicznych. Nie ma co, narobili zakrętów… Wybieram najostrzejszy z nich. Przypuszczam, że kierowcy po wcześniejszym zwolnieniu na szykanach rozpędzą się, chcąc brawurowo nadrobić przy wcześniejszym spowalniaczu. Deszcz podnosi poziom trudności. Dla bezpieczeństwa wspinam się na skarpę. Z daleka słychać ryk rajdówki. Podobnie jak dzień wcześniej „zerówka” jedzie na maksymalnych obrotach. Potem śmigają pierwsze rajdówki. Niektórzy mają kłopoty na niewygodnym zakręcie. Zarzuca nimi w lewo i prawo. Łapią pobocza i z trudnością, odzyskując przyczepność, pędzą dalej. Oj coś tu się zaraz wydarzy… wykrakałem. Najpierw Kacper Telikowski i Marcin Grabski z impetem wpadają na pobocze. Ścinają krzaki i przyklejają się do drzewa. Na szczęście niebieskie Mitsubishi Lancer Evo X w porę wyhamowuje i straty są niewielkie. – Na warszawski Rajd Barbórki auto będzie gotowe – zapewnia z optymizmem kierowca. Chwilę później Damian Kopeć i Krystyna Kopeć w BMW E48 wpadają głęboko w krzaki. Szans na wyjazd nie mają. Całe szczęście ominęli sąsiadujące mokradła. Podczas wydobywania pojazdu okazuje się, że najbardziej ucierpiało tylne koło. Niestety, kolejni pechowcy ponoszą większe straty. Wylatując zza zakrętu, z pełnym impetem w drzewo uderza BMW E30. Dokładnie to, które podziwialiśmy kilkanaście godzin wcześniej na ulicach Bytowa. Z auta Dariusza Bielańskiego i Sławomira Kożykowskiego wydobywa się dym. Z trasy wypada jeszcze Honda Civic prowadzona przez Adama Borzynskiego i Filipa Wąsowicza, ale udaje im się wykaraskać i jadą dalej. Organizatorzy ogłaszają przerwę. Na feralnym zakręcie szybko pojawia się karetka i pozostałe służby. Kierowca z obrażeniami twarzy trafia do szpitala w Słupsku. Później ląduje w Gdańsku. Początkowo wydaje się, że jego pilot jest cały i zdrów. Jednak i on zostaje odwieziony do szpitala. Lekarze wykrywają uraz żeber i barku. – Mieliśmy szczęście w nieszczęściu, że uderzyliśmy czołowo. Gorzej byłoby, gdyby kierowca próbował obrócić samochód – komentuje kilka dni później S. Kożykowski.

Tymczasem na trasie strażacy wraz z kibicami wyciągają auta. Oczyszczają drogę. Przerwa się dłuży. Podążam w kierunku skrzyżowania do Kłączna. Dowiaduję się, że tam również było niebezpiecznie, a to za sprawą usuwającego się spod kół błota.  Mija kolejne pół godziny. Strażacy z OSP z Pomyska Wielkiego wykorzystują ten czas na oczyszczanie asfaltu. Wreszcie mamy sygnał, że trasa jest ponownie otwarta. Jadą kolejne ekipy. Chyba już wiedzą, że lepiej uważać na tym odcinku, są zachowawczy. – Czasami lepiej brawurę odstawić i dojechać po prostu do mety. Dzięki częstym startom można w ten sposób w generalce znaleźć się na podium – tłumaczy kibicujący Jacek Szymczak, który rok wcześniej wraz z Grzegorzem Myszką otarli się o podium Bytowskiej Gońby. Nagle publika się ożywia. Zbliża się auto z rejestracją GBY! To załoga Volkswagena Golfa, Daniela Diksa i Patryka Bujaka z Bytowa. Ułożone za pomocą opon szykany mijają czysto bez strat czasowych. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych przejazdów – mówił jeszcze przed ostatnim przejazdem trzech odcinków specjalnych P. Bujak.Nie czekając na ostatnie auta, wracam do Bytowa. W serwisie na placu Krofeya zastaję jednych już odpoczywających, innych liżących rany i jeszcze tych, którzy czekają na ostatni przejazd. Załogi wymieniają opony, nitują zwisające zderzaki, dokonują drobnych napraw. Są też tacy, którzy z różnych przyczyn nie ukończyli rajdu. Ten los spotkał 15 ekip. Jeden z uczestników klepie swoje auto po błotniku niczym zmęczonego rumaka. – Mamy nadzieję, że za rok znowu wystartujemy. Jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenie – mówi z optymizmem pilot rozbitego BMW E30 S. Kożykowski. Przed nami jeszcze wręczanie nagród. To był intensywny weekend.

Bogdan Adamczyk

.

Przeczytaj także wywiad z Dyrektorem rajdu Maciejem Raczewskim:

Maciej Raczewski: To był trudny rajd