Zaloguj się

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?

Zarejestruj się!

Zarejestruj

  • +48 601 411 636

Gońba z jedną bytowską ekipą

Gońba z jedną bytowską ekipą

Do Bëtowsczi Gońbë pozostało dwa dni. W piątej edycji startuje tylko jedna ekipa z Ziemi Bytowskiej, kierowca Grzegorz Brzeski i pilot Maciej Wolski z Automobilklubu Bytowskiego.

Jadę do Baranowa, by ich odwiedzić. W tej maleńkiej miejscowości gminy Parchowo stoi duży garaż. G. Brzeski od 11 lat prowadzi tu warsztat samochodowy. Witamy się, M. Wolski otwiera jedną z trzech bram. W środku stoi mała rajdówka, Fiat Seicento. - Przed każdym rajdem jest coś do zrobienia, łącznie z zakupem nowych części - mówi Maciej. - Czasami takie przygotowania trwają dwa tygodnie. Im bliżej startu, tym pracujemy coraz dłużej, nawet do północy - dodaje Grzegorz. Pokazują specjalne szerokie opony, przekonując, że świetnie trzymają się drogi. - Kiedy są odpowiednio rozgrzane, to niemal przyklejają auto do asfaltu - zapewnia kierowca. Nie tylko opony są w ich aucie inne. - Praktycznie „normalna” pozostała już tylko przednia szyba - śmieje się Maciej.

Pokazuje pozostałe części, wykonane z lekkiego tworzywa sztucznego. To niejedyny zabieg, by pozbyć się zbędnych kilogramów. Jak w innych takich autach nie ma tylnej kanapy, wykładzin, chodników itd. Nasi rajdowcy posunęli się jeszcze dalej, pozbywając się w sumie 120 kg. Wycięli nawet otwory w konstrukcji metalowej tylnej klapy bagażnika! Zastanawiam się, czy to aby bezpieczne. Rajdowcy uspokajają, mają przecież tzw. klatkę bezpieczeństwa z atestami i homologacją. W pobliżu siedzeń są zabezpieczone specjalną otuliną z tworzywa sztucznego. - Taki jest wymóg FIA [międzynarodowa federacja sportów samochodowych - przyp. red.] - zapewnia Maciej. Auto posiada także sportowe fotele kubełkowe z szerokimi pasami. - Są bardzo lekkie, można je podnieść jednym palcem - zapewnia Grzegorz. Wskazuje także na dwie ogromne gaśnice. Deska rozdzielcza też wygląda nietypowo. Domyślam się, że ją również pocięli, aby usunąć zbędne gramy. Szybko dociera do mnie, że nawet gdybym posiadał odpowiednie umiejętności i z mojego auta wyciągnął wszystko poza silnikiem, kołami i kierownicą - rajdowcem i tak nie zostanę. Bo niby jak pozbyć się zbędnych kilogramów z mojego brzucha? Grzegorz i Maciej są szczupli. - Musimy dbać o kondycję, w końcu ta część motoryzacji to również sport - mówi pilot. Zapewniają mnie, że odchudzanie pojazdu ma wpływ na wyniki. Decydują o ułamkach sekundy, a te z kolei liczą się w końcowych klasyfikacjach. - Szczególnie w tak małym samochodzie, jakim jest Seicento, ma to znaczenie - mówią zgodnie.

Oprócz stanu technicznego ważny jest wygląd. Bynajmniej nie chodzi o przesadną estetykę, bo przecież widać lekkie wgniecenia. Chodzi o logotypy sponsorów. - Bez pomocy kilku firm nie moglibyśmy myśleć o startach - mówi Maciej, przyklejając napis „Elgor”, obok widać także „Mirbus”, ale największy jest ten z miejsca jego pracy - „Prefabet Osława Dąbrowa”. Zdejmują maskę i kładą na podłogę. Łatwo się ją odpina, bo trzymają ją tylko specjalne rajdowe zapinki. Z podobną łatwością zdejmują zderzak mocowany na kilku gumowych zapinkach. - Mamy szybki i łatwy dostęp do całego silnika, co jest pomocne nie tyle tutaj w warsztacie, co w czasie rajdu, gdy trzeba coś naprawić - mówi 42-letni pilot. Jego młodszy o 8 lat kolega dodaje, że dzisiaj nie uruchomi silnika, bo jeszcze czekają na jedną część. Tłumaczą, że to komputer, który odpowiada za pewną czynność. Staram się zrozumieć. No, dobra, nie rozumiem, tylko się uśmiecham i kiwam głową. W każdym razie to coś ma sprawić, że auto będzie jeszcze sprawniejsze. Do warsztatu wchodzi żona Grzegorza. Jego najwierniejszy kibic. - Choć mąż jeździ od 4 lat, to za każdym razem się martwię, nasze dzieci również. Zawsze gdy widzą swojego tatę na trasie, wstrzymują oddech - mówi.

Przed powrotem do Bytowa proszę Macieja o poradę. Przecież pilot powinien wiedzieć, w którym miejscu najlepiej stać podczas niedzielnych odcinków specjalnych. Zdecydowanie wskazuje na ostry zakręt jakiś kilometr za Rabacinem w kierunku Studzienic. Oczywiście w sobotę nie odpuszczę sobie prologu po ulicach Bytowa. - Naszą przygodę z motosportem zaczynaliśmy w 2015 r. Przeczytaliśmy artykuł w „Kurierze Bytowskim” o planach organizacji rajdu, w którym mogą wziąć udział amatorzy - wspominają. W rozmowie daje się wyczuć, że Bëtowskô Gońba jest ich najważniejszym rajdem. - Jeżeli ktoś będzie chciał wystartować, pomożemy - dodają. Opuszczając Baranowo, zauważam, że na podwórku stoją dwa terenowe samochody wyprawowe, przeznaczone do ekstremalnej jazdy w błocie. Dowiaduję się, że Grzegorz jest też świetnym konstruktorem i buduje te maszyny. Zdobywa nawet punktowane miejsca podczas off-roadowych imprez na całym Pomorzu. Ale to temat na osobne opowiadanie.
Wracam z Maciejem do Bytowa przez Jasień. Trochę się dziwię, że jedzie bardzo wolno. W końcu jest rajdowcem! Wyjaśnia, że na co dzień nie ma ochoty na szybką jazdę. Wyżywa się na zawodach. Przypominają mi się słowa Marcina Kurleja, byłego rajdowca, dziś współorganizatora bytowskiej gonitwy. Mówił to samo.

Z duetem Brzeski-Wolski spotykamy się w sobotę na przeglądzie technicznym w Centrum Motoryzacyjnym Dan-Car. Sędziowie sprawdzają stan technicznych pojazdów i przygotowanie kierowców. Nie wszyscy przechodzą bez uwag. Ktoś musi poprawić fotel, inny ma nieprawidłowe osłony rur od klatki bezpieczeństwa. A na poprawki mało czasu. Na kanał wjeżdża wreszcie znajomy Fiat Seicento. Na twarzach ekipy B&W Rally Team - bo tak siebie nazywają - widać skupienie. Żartują jednak, że gdyby sędzia nie chciał ich przepuścić, mam zrobić raban, w końcu jedyni bytowiacy muszą pojechać! Nie muszę nic robić, chłopaki dostają pochwałę. - Tak dobrze przygotowanej ekipy do przeglądu jeszcze nie było! - mówi sędzia. Diagnosta specjalnymi naklejkami pieczętuje dwa zapasowe koła. Od tego momentu nie mogą używać innych. Dobry humor na chwilę znika. Samochód nie chce odpalić. Grzegorz męczy rozrusznik, ale to nic nie daje. Trzeba auto wypchnąć. W końcu silnik odpala, ale mężczyźni zaglądają pod maskę. Wygląda na to, że wszystko będzie dobrze. Oby!

Zbliża się wieczór. Ulice Bytowa zapełniają się nie tylko fanami motorowego sportu. Wielu po prostu chce zobaczyć dobre widowisko, głównie w okolicach placu Krofeya. Tymczasem na rynku pojawiają się pierwsze rajdówki, czekając na ostatnią odprawę. Z przyjaciółmi z Automobilklubu Bytowskiego też mamy swoje pięć minut. Wyruszamy naszymi zabytkowymi pojazdami na trasę prologu. W zerówce prowadzi Jacek Szymczak (to taki pojazd, który rozpoznaje trasę). Po chwili kibiców rozgrzewają pokazy samochodowego dryfftu, motocyklowego stuntu. Dymiące opony, ryk silników i efektowne sztuczki. Kibice są gotowi na rajdowców.

Rusza pierwsza załoga. Widzimy bardzo szybkie Mitsubishi Lancer Evo, Audi Quarto, później szybkie dwie Subaru Imprezy i kolejnych zawodników. Większość pokonuje trasę bezbłędnie. Niektórzy mają problem z tzw. beczką, czyli z pokonaniem okrążenia wokół ustawionych opon. Zwyczajowo zawody zaczynają się od najszybszych samochodów z klasy 5. Załoga z Bytowa otrzymała nr 52 i startuje jako ostatnia, bo jako jedyna mieści się w klasie 1 (pojemność silnika do 1150 cm3). W końcu słyszymy głos spikera Marcina Pacyno zapowiadającego bytowski duet. Główny organizator rajdu Maciej Raczewski dopowiada, że choć jadą w „jedynce”, to plasują się wyżej od niejednego pojazdu z wyższej klasy. Seicento bytowiaków z impetem pokonuje zakręty. Wydaje się, że jadą najszybciej ze wszystkich i bez błędów. Czysto pokonują pierwszą i drugą beczkę. Kibice wiwatują. Są dumni, że ich ziomale tak sobie radzą na trudnej trasie. Ostatecznie najmniejsze auto plasuje się na 32 pozycji w stawce 52 samochodów. Za plecami zostawiają dwie dziesiątki ekip z mocniejszymi silnikami! Najważniejsze jednak, że do drugiego dnia zawodów nie przystępują ze stratami. - Na prologu można niewiele zyskać, a dużo stracić - mówił przed startem M. Wolski.

Drugiego dnia meldujemy się we wskazanym wcześniej miejscu koło Rabacina. W tym roku odcinki specjalne są dłuższe niż w poprzednich latach. To za sprawą M. Raczewskiego. - Bëtowskô Gońba zyskała wyższą rangę Super KJS [konkursowa jazda samochodem - przyp. red.]. Dzięki temu można planować dłuższe oesy [odcinki specjalne - przyp. red.], co znacznie uatrakcyjnia zawody. Dopuszczone są jednak tylko pojazdy spełniające pewne kryteria bezpieczeństwa - mówi organizator. Należy dodać, że najbardziej widocznym warunkiem jest obowiązek posiadania klatki. Tymczasem w poprzednich edycjach mogliśmy obserwować kierowców nawet w samochodach codziennego użytku. - Bezpieczeństwo jest najważniejsze - mówi M. Raczewski.

Na dwóch odcinkach specjalnych pokonywanych po trzy razy widzimy samochody startujące w tej samej kolejności co w prologu. Ostry zakręt jedni pokonują asekuracyjnie, inni szarżują na granicy przyczepności. Tak jest z jednym BMW. Auto „pływa”, traci sterowność i wypada z zakrętu. Uderza w statyw z aparatem jednego z fotoreporterów. Widać, że pojazdy z napędem na tylne koła mają większe problemy, ale za to jeżdżą efektowniej. Kibice czekają na kolejny przejazd. Powinna pojawić się Honda. Słychać jednak tylko syreny. W smartfonach szukamy informacji. Jeden z kibiców udostępnia pierwsze zdjęcia w sieci. Widać na nich Hondę przyklejoną do drzewa. Po chwili auto wypchnięto na bok i rajd biegnie dalej. Kilkanaście minut później załoga różowo-czarnego Audi kończy udział, wylatując z trasy. Większość jednak jedzie czysto. Jest i długo oczekiwana para Brzeski-Wolski. Przejeżdżają płynnie. To zasługa dobrej współpracy pilota z kierowcą. - Mamy do siebie pełne zaufanie - zapewniał przed zawodami Maciej. - Nowa konfiguracja naszego auta wymusiła spokojną jazdę na pierwszej pętli - wyjaśnił już po zawodach kierowca. Bytowska załoga na kolejnych odcinkach czuje się pewniej. Dobra przyczepność pojazdu sprawia, że osiąga coraz lepsze czasy. Ale trasa jest trudna. 10 ekip nie kończy rajdu. Tym bardziej za sukces należy uznać, że ekipa z numerem 52 zajmuje 39 miejsce i oczywiście 1 w swojej klasie. Zdobyte punkty naszej ekipy sprawiają, że w klasyfikacji klubowej Automobilklub Bytowski awansuje na 8 miejsce w stawce 18 klubów.

Teraz przed Grzegorzem i Maćkiem następny start. Po kolejne punkty pojadą w 1 Rajdzie Wilka w mieście Łobez. Potem przerwa zimowa. Być może uda im się przygotować nowy pojazd. - Chcemy spróbować swoich sił w drugiej klasie. To możliwość większej rywalizacji - mówią. Nie ukrywają przy tym, że ich marzeniem jest wygranie Bytowskiej Gońby. Oczywiście w klasyfikacji generalnej, bo w swojej klasie są bezkonkurencyjni.

Foto i tekst: Bogdan Adamczyk